Sezon festiwalowy hula w najlepsze. Ledwo ogarnęłam się po Ostravie i… Nowych Horyzontach :) A już czas się pakować do Katowic na OFF Festival. Razem z T-Mobile Electronic Beats, sponsorem głównym imprezy,  jedziemy nad Dolinę Trzech Stawów odkrywać nowe brzmienia. Dla mnie będzie to wyjątkowe wydarzenie, ponieważ po raz pierwszy zawitam na ten festiwal :) Tym bardziej, chcę go spędzić z fajnymi ludźmi. I właśnie dlatego dzisiaj mam dla Was konkurs, dzięki któremu możemy się spotkać pod sceną na takich gwiazdach jak The Kills, Devendra Banhart czy ANOHNI.

Kompletnie nie mam planu na ten festiwal, nie mam też za bardzo czasu na odkrycie lineupu, dlatego zdecydowałam się zanurkować w morze dźwięków i odnaleźć coś dla siebie już na miejscu. Jednak macie szansę by przekonać mnie, że któryś z artystów jest na prawdę warty tego byśmy wspólnie znaleźli się na Jego koncercie.

I właśnie na tym polega dzisiejszy konkurs: przekonaj mnie do koncertu któregoś artysty. Do zgarnięcia są dwa pojedyncze karnety na festiwal!

Konkurs trwa tylko do środy, godz 18:00. Wyniki ogłoszę jeszcze tego samego dnia byście mogli się przygotować!

Do dzieła!

  • Dorota Kosela

    Jak zaskoczyć i porwać to koniecznie z ISLANDZKĄ reprezentacją na OFFie [!!!!!!!!!!!!]
    W szerokiej świadomości Islandia od kilku tygodni kojarzy się z piłką nożną i okrzykiem „Huh”, a wcześniej na tapecie głównie dominowali
    Bjork i Sigur Rós. Świat znakomitości islandzkich dźwięków jednak na tych artystach należy rozpocząć, a na pewno nie zakończyć.
    Koniecznie daj się porwać minimalistycznemu duetowi Kiasmos. Dopóki nie usłyszałam w Reykjaviku ich po raz pierwszy, nie mogłam uwierzyć, że multiinstrumentaista Olafur Arnalds może zagrać jakąkolwiek odmianę techno. Nigdy nie pomyślałam też, że przy jego muzyce da się wyskoczyć w górę, obrócić kilkakrotnie i rozładować wszelkie napięcie istniejące w ciele. Efekt: wraz z Janusem Rasmussenem, Olaf porywa tłumy w najbardziej niemożliwym do wyobrażenia wyrafinowano-minimalistycznym techno. Skoro etykieta brzmi niemalże tak samo egzotycznie i fantazmatycznie jak sama Islandia – trzeba po prostu pójść i oddać się ich sposobowi na zahipnotyzowanie widza ;)
    Przed hipnotycznym i minimalistycznym ukąszeniu przez Kiasmos – polecam nadstawić ucho, a ciało wystawić na pełnię doznań podczas koncertu GusGus. Zawładną wieczorem sceną Electronic Beats i grzechem wielkim będzie nie spróbować zakosztować smaku legendy islandzkiej sceny elektro. Klasyka, współczesność, eksperyment i nowatorskość – to i jeszcze więcej możliwe odczuć można w każdym dźwięku wychodzącym z punktu w którym znajduje się kwartet.
    Po prostu – OFF you GO to FEEL ICELAND! ;)

    • Oba koncerty już zaliczone – Kiasmos dwa tygodnie temu na Colours of Ostrava ;)

      • Dorota Kosela

        Czyli spalonam w przedbiegach! :(
        Jak wrażenia?

        • próbuj dalej! :)
          Kiasmos trochę bardziej zabawny niż emocjonlany ;) Inaczej się ich słucha na żywo, a inaczej ze spotify. To na pewno. Ale warto!

  • Paweł Soja

    Będzie trochę długo, ale myślę, ze to ciekawa historia…

    Wydawało mi się, że bycie „muzycznym mesjaszem” jest już faux pass, ale w przypadku OFF-a zawsze znajdzie się ktoś na tyle nietuzinkowy i warty polecenia, a jednocześnie zagubiony pośród dziesiątek innych podmiotów w line-upie, że czasem faktycznie warto polobbować w dobrej sprawie. Jeśli bywam na OFF-ie, to za wyjątkiem zwykle 3-4 artystów, których warto sprawdzić i mieć dla zasady w koncertowym CV staram się zawsze stawiać na zupełnie anonimowych wykonawców. Praktyka nauczyła mnie, że koniec końców najlepiej bawiłem się nie na tuzach alternatywy czy headlinerach imprezy, ale na tych skazanych z góry na frekwencyjną porażkę egzotycznych muzykach, którzy często po raz pierwszy w życiu sami uczestniczą w tak masowej imprezie. W tym roku moim numerem jeden byłby Ata Kak. Właściwie nazywa się Yaw Atta-Owusu i pochodzi z Ghany, czyli z kraju, który prawdopodobnie nie mówi nikomu absolutnie nic w kontekście muzyki. Niewiele w Polsce wiemy o Afryce. Ja sam studiuję kierunek poniekąd związany z zagadnieniami dotyczącymi tego kontynentu, ale słuchając wielu artystów z Etiopii (świetny jazz!), Kongo (łamiący schematy tradi-modern) czy Mali (muzyka starożytnych ludów songhai) nigdy wcześniej nie dotarłem w tych podróżach do Ghany.

    O Ata Kak zrobiło się głośno w zeszłym roku, kiedy Brian Shimkovitz – taki fonograficzny Indiana Jones naszych czasów, poszukujący w Afryce nieodkrytych skarbów tego kontynentu – wydał jego płytę zatytułowaną „Obaa Sima” w ramach projektu Awesome Tapes from Africa. To reedycja skromnej kasety magnetofonowej, która oryginalnie ukazała się tylko w 50 egzemplarzach w 1994 roku. Jej twórca nie był nigdy gwiazdą, miał normalną pracę i był bardzo zaskoczony, kiedy Shimkovitz odnalazł go po wielu latach od czasów debiutu i zaproponował kontrakt płytowy oraz limitowaną trasę koncertową. Już niedługo Ata Kak pojawi się w Polsce po raz pierwszy i zapewne ostatni – to wyjątkowa szansa, żeby go posłuchać. A razem z nim do Katowic przybywa beztroska muzyka, którą ktoś lepiej znający się na temacie nazywa „highlife” i „hiplife”. Nie wyobrażasz sobie jak to brzmi, dopóki nie załączysz. Fuzja hip hopu, swingu, funku, prostej muzyki elektronicznej w stylu urban i typowych dla Afryki bardzo rytmicznych brzmień, nadających wszystkim piosenkom żywy i kolorowy charakter. Całość brzmi niezwykle zabawnie nie tylko ze względu na postać nieco szalonego wykonawcy, ale też z racji amatorskiej produkcji, po której absolutnie nie wiadomo czego spodziewać się w warunkach koncertowych – a na pewno zabrzmi to inaczej ze względu na postęp technologiczny. Nie mając pojęcia o czym Aka Kak śpiewa (a robi to z pasją, wyrzucając z siebie słowo po słowie niczym automat do podawania piłek tenisowych), ale widząc w sieci niemal na każdym zdjęciu (łącznie z okładką albumu) jego ogromny uśmiech i łącząc to z atmosferą, jaka ulatnia się z nagrań, spodziewam się po tym niepozornym występie ulokowanym na Scenie Eksperymentalnej naprawdę samych pozytywnych wibracji. Podejrzewam, że nawet sam główny bohater nie wie, czego może się spodziewać w Katowicach. To powinno być bardzo naturalne i spontaniczne doświadczenie.

    Piszesz, że nie masz planów na OFF-a. Z pomocą tego tematu i niezawodnej książeczki z rozkładówką na pewno szybko uporasz się ze skompilowaniem listy kilku najważniejszych nazwisk, które wypada zobaczyć. Ja, niezależnie od wyników zabawy, szczerze zachęcam do udania się na Ata Kak, ale też innych artystów, o których nigdy nie słyszałaś, podobnie jak nie słyszeli o nich Twoi znajomi i wiele innych pytanych o podobną poradę osób. Dla mnie osobiście cała esencja OFF-a to zaufanie, którym obdarzasz te zespoły i wykonawców, którzy są rzeczywiście OFF. A w czasach Internetu już niewielu takich prawdziwie niezależnych i alternatywnych nam pozostało, prawda?

    • Trochę przypomina historię Sugar Man ;) Wpisuję na swoją listę do sprawdzenia, dzięki! <3

    • Paweł, chodź ze mną na OFFa! Koniecznie musimy się razem pokiwać przy tej Twojej rewelacji! Odezwij się na maila: kasia@zapetlone.pl albo przez fb.com/zapetlone !

  • Maciej Ryczkowski

    Ze dwa czy trzy lata temu ktoś zabrał mnie na Audioriver. Nie do końca zrozumiałem idee tej wspólnej wyprawy, bo byłem wtedy wąsatym januszem,
    konsekwentnie kryjącym się w odmętach muzyki z czasów gdy de’Gaulle miał jeszcze we Francji coś do powiedzenia, ale z drugiej strony pomyślałem że w sumie to nie byłem nigdy na żadnym prawdziwym festiwalu muzycznym. Pojechałem na jeden dzień i to było raczej ciężkie przeżycie. Siedziałem z piwkiem w tłumie i męczyłem się przy jakiś drum’n’bass’owych okrutnikach, to znowu, przy okazji wwiercania mi w mózg dubowej wiertarki, modliłem się o godzinę sam na sam z Aznavourem, w jakiejś zacisznej krakowskiej kawiarni.
    W końcu zrobiło się późno i pomyślałem że koniec już tej męki – więcej nie zniosę. Ale za nami zrobił się taki tłum, w dodatku najebany i nieprzychylny wędrówkom, że musiałem zostać. Zaraz miało być „coś zajebistego”, ale ja myślałem głównie o szybkiej śmierci z użyciem cyjanku czy czegoś takiego. No i wtedy wyszli na scenę. Coś się dzieje. To co leci z głośników jest dziwnie przystępne; nie próbuje mnie zabić, zgwałcić mojego zakurzonego mózgu. Pomyślałem że Ci ludzie to moi jedyni przyjaciele na tej skażonej ziemi.
    Ta godzina czy półtorej były początkiem czegoś nowego, moim wyjściem z muzycznej jaskini Platona, a wyciągnął mnie z niej GusGus. Ludzie, chwalmy pana za ten dzień. Od tamtej pory zacząłem konsekwentnie siekać elektronikę i tak zostało do dziś. I to głównie na nich bym się wybrał, choć z elektronicznych delikatesów polecam również rysy, kiasmos i anohni. A jeżeli ktoś stęsknił się za wf-em, albo opuścił ostatnio za dużo brutaży, to również rodhad.

    Pozdrawiam serdecznie

    • fajna historia! GusGus na Audioriver – ciekawe! :) Ale faktycznie, tego koncertu nie mogę się doczekać <3

  • Robert Dragon Statkiewicz

    Koniecznie trzeba wybrać się na ZOMBY – tylko w jego muzyce można doznać synestetycznego wrażenia tańczenia wśród sosen z rusałkowym orszakiem, grając równocześnie na bananie.

    • hahahaha, kompletnie nie potrafię sobie tego wyobrazić ;D

      • Robert Dragon Statkiewicz

        widzisz – i to wystarczający powód, aby iść na jego koncert!

  • Sebastian Rysztuń

    Co roku jestem na OFF-ie i co roku jestem miło zaskoczony tym co Artur Rojek zaprasza z naszej rodzimej sceny muzycznej.

    Pierwsze z kolei – Syny, wiem, byli na Ostravie, więc pewnie też widziałaś, ale jeśli nie to gorąco polecam. Piernikowski i Etamski dają radę i myśle, że na zamknięcie festiwalu, na pewno przy dużo większej publiczności niż na Full Moon stage zagwarantują dobry kawałek muzyki!
    Zresztą niedzielę polecam zacząć od samego początku, na bolącą głowę o 15:35 koledzy z podwórka będą fundować minimalistyczną, ale do granic możliwości gęstą i napakowaną emocjami dawkę dźwięków. Jóga, bo o nich mowa na pewno jeszcze nie raz zamieszają na polskiej scenie, a jeśli jest taka okazja, to czemu nie pochwalić się znajomym, że zna się ich od wczesnych etapów kariery?
    Trzy godziny później, znowu scena T-Mobile: 67.5 Minut Projekt. Zespół zrzeszający muzyków którzy grali chyba w każdym znaczącym polskim zespole alternatywnym, fajna energia i po prostu – są super. Jeśli nie znasz to zaufaj, na pewno warto zobaczyć.
    Na koniec muszę wspomnieć o Brodce. Współpraca z Zalewskim bardzo jej służy, z Ameryki wróciła z imponującym materiałem. Niby, gdy kogokolwiek spytasz, każdy zna jej muzyczne dokonania, ale nowe aranżacje starych utworów, oraz te zupełnie nowe pokazują jej kolejne świetne oblicze. Cały brand jaki wokół siebie robi na scenie, oraz sama muzyka sprawia, że na pewno nie ruszę się spod sceny na koncercie. I Tobie też polecam!

    OFF ma to do siebie, że co roku przyjeżdżam ze świeżą głową i zostaje zauroczony odkryciami muzycznymi jakie się dzieją w mojej głowie po każdej edycji. Tobie też polecam, podobno najlepsze koncerty to te niezaplanowane, z przypadku ;)

    • SYNY nie słyszałam i właśnie uświadomiłeś mi że po raz TRZECI przejdą mi pod nosem! W Katowicach też się miniemy :(

      Z chłopakami z Jóga miałam okazję bawić się na Sofarze, piękna muzyka, dotyka do kości <3

      Brodka – nie wiem dlaczego, ale kompletnie mnie nie rusza. Na ostravie trochę słyszałam i poszła jakoś tak nie w moim kierunku. Przestałyśmy się lubić, chociaż starsze mateirały czasami zapętlam.

      Ale o 67.5 nie słyszałam wiec dzieki wielkie! sprawdzę na pewno! :)

  • Sławek Dąbrowski

    Po wieloletnich obserwacjach i badaniach nad moim organizmem podczas OFF Festivalu, musze powiedzieć, że najwięcej energii do zużycia przypada na koncerty w okolicach godzin 17, 18. Dlatego też niedziela 17:50 – Beach Slang. Powiem tylko, że OFF to oczywiście cała gama różnorakich emocji, a te najbardziej pozytywne to melodyjne gitarowe granie kiedy słonko już odpuszcza swoje brutalne płomyki. A oni mają naprawdę wszystko czego potrzeba żeby porządnie wyluzować. Ja odpaliłem ich muzykę po raz pierwszy z miesiąc temu i od tego czasu odliczam dni ;) Polecam serdecznie, bo co jak co, ale Rojka konikiem było zawsze gitarowe granie i zawsze w takie koncerty można wchodzić w ciemno ;)

    • a to ciekawe, sprawdzę tę tezę! :)

  • Kasia Hepert

    Z tego co przeglądam Twojego bloga i facebooka, to chcę Ci zaproponować chyba coś kompletnie nie w Twoim guście :D No i trochę się wyróżnię, bo nikt w komentarz też nie napisał o tym zespole! Ale ja już tak mam, że zawsze wybieram to co najgłośniejsze i „najcięższe” :) Nie znam też chyba osoby, która wybierałaby się na OFFa głównie na ich koncert, a to właśnie ogłoszenie ich koncertu mnie najbardziej ucieszyło i spowodowało, że pierwszy raz zaczęłam interesować się tym festiwalem. Mam na myśli Mudhoney. Jako typowa grunge girl i miłośniczka wszystkiego co z Seattle, nie wyobrażam sobie, żeby ominąć ten koncert. Dwa lata temu na Openerze spełniłam swoje największe marzenie i zobaczyłam Pearl Jam (płakałam jak małe dziecko), teraz następni w kolejce są oni. To na pewno nie będzie spokojny koncert, jeśli wiesz, co mam na myśli, więc jeśli lubisz sobie poskakać na koncercie – zdecydowanie warto się wybrać ;) Wydaje mi się, że to będzie jedno z nielicznych tak typowych gitarowych brzmień na OFFie, no może jeszcze Clutch, ale dla mnie będą idealnym zakończeniem festiwalu. Liczę, że chociaż przez chwilę poczuję się jak w latach 90, dla przykładu https://www.youtube.com/watch?v=WSCyMAnPi_o! PS Trzeba mieć koszulę w kratę :D

    • Kasia Hepert

      ojej, ile miejsca zabrałam tym linkiem :D

      • nic nie szkodzi! Dzięki za rekomendację, tyle osób poleca że faktycznie może gdzieś przystanę obok i popatrzę na bawiących się ludzi, bo ja mimo że koszule w kratę noszę na codzień to raczej w dziki tłum się nie porwę ;)

  • KasiaC

    Za równe dwa miesiące się hajtam, ale z rozrzewnieniem wspominam pierwsze zakochania, tak beztroskie i radosne jak melodie Komet, przeżywane zaś tak mocno, jak mocno przeżywali je bohaterowie ich tekstów. Jak kieszonkowiec Darek nie miał odwagi wyrwać dziewoi, tak ja nie miałam odwagi poprosić rodziców, by mnie zawieźli na ich koncert :(

  • Ewa

    Ja zabieram w podróż emocji, które już znasz – spotkałaś w innej muzyce i szukasz czegoś co podobnie złapie za serce i nie pozwoli zapomnieć – słowem zapętli się i zostanie na dłużej :)
    Spotkaj się ze mną pod sceną Liima.
    Mimo stylu trudnego do pomylenia z czymkolwiek innym postaram Ci się przełożyć milion różnych inspiracji na język Liima.
    Ich muzyka to połączenie bliskiej dziecięcej, pełnej magii, nieuchwytnej tęsknoty do wolności i stapiającej serce wrażliwości członków duńskiego Efterklang z elektroniczną gmatwaniną rytmu Battles.
    Dla mnie to radość jaką wyzwala taneczne Bombay Bicycle Club, z tęsknotą do islandzkiego zimna po przesłuchaniu Asgeira i tego dziwnego, niezwykłego uczucia otulenia dzwiękami jakie wyzwala elektronika Apparata.
    Tego będę szukać pod sceną w dźwiękach Liimy. Być może i Ciebie porwą. Gdzieś gdzie czuje się całym sobą.

    Pamiętam jak popłakałam się na koncercie The Antlers, prawie straciłam oddech podczas tańców do The Notwist, przypadkiem skręciłam na małą scenę na koncert „jakiegośtam folku z ukrainy”, który okazał się być koncertem życia – Dakhabrakha. To dla mnie cały OFF. Niezwykły czas dla duszy. Największe święto.
    Cudownie byłoby znaleźć się tam jeszcze raz.

  • W moim przypadku, to jest tak, że spotykasz znajomych, później znajomych znajomych. Chodzisz do małych klubów z niszową muzyką, które polecają, żeby wiesz, uniknąć sztucznego tłumu ludzi nie wiedzących co tutaj robią. Lubisz odkrywać, lubisz ludzi pełnych pasji. Lubisz tych znanych, ale tych nie za bardzo znanych, nie na tyle żeby zepsuć cały efekt nieprzewidywalności. I całkiem przypadkiem poznajesz zespół Jóga, i całkiem przypadkiem pytasz o nazwę, i że to Björk ich inspiracją, moją ukochaną Björk. I że są z Katowic. I do szkół podobnych chodziliście. Chłopaki z sąsiedztwa normalnie. I potem ich słuchasz, nie wierzysz. Dwie osoby potrafiły sprawić, że poczułam się jedyną przy scenie, nie jedną z wielu. Grali dla mnie. I w sumie nic nie było ważne, ważna była muzyka która od nich wychodziła. Powiedz mi, jak opisać muzykę, chętnie to zrobię. Możemy pisać o emocjach jakie nam przynosi, o wspomnieniach jakie w nas wywołuje, ale jak opisać każdy dźwięk wychodzący z tak młodych, nietuzinkowych osób? Mówili mi, że albo ich pokocham albo znienawidzę, w ich przypadku nie ma miejsca na pośrednie odczucia. Soulowy głos, połączony z głośną gitarą, a później z elektroniką. Intrygujące połączenie, prawda? Jeśli jesteś gotowa na ciarki na całym ciele, to zapraszam Cię na ich wyjątkowy koncert.

    Jóga zagra w niedzielę. Wierzę Offowi, ufam, że proponują nam najwyższej jakości muzykę alternatywną. Chciałabym Kasiu się tam znaleźć z Tobą. Tam przy scenie T-Mobile. Chciałabym Ci z dumą powiedzieć – to moje katowickie chłopaki, jeszcze o nich usłyszymy.

  • Nie jestem graczem, nie wychowałem się wśród pierwszych konsol, ani ich późniejszych, najbardziej znanych generacji. Nie jestem też na tyle – ekhm – stary, aby powiedzieć, że całym sobą czuję klimat lat 80. czy przełomu 90. Klimaty i kultura azjatycka – też nie bardzo. A jednak pośród tych większych (jak Jaga Jazzist) i mniejszych (JAAA!, Jóga) OFF-owych atrakcji można znaleźć rzeczy dziwaczne na tyle, aby stały się fascynujące.
    Takie jak chociażby Kero Kero Bonito, które łączy w sobie gamingowe, 8-bitowe i synthowe, amigowe dźwiękowe pejzaże, przeplata je z najbardziej słodkim i aktualnie tworzonym balonowym popem oraz dodaje pewien egzotyczny składnik – nie tylko za sprawą energetycznej wokalistki ;)
    Materiału do grania może i mało, bo to raptem jedna płyta (druga w natarciu), ale godzina ich grania będzie euforyczna

  • Daria Offczarek

    Kiedy 9 lat temu po raz pierwszy trafiłam do Mysłowic na OFFa, jeszcze nie do końca wiedziałam, z czym to się je. Jednak już wtedy wiedziałam, że ten festiwal mnie ukształtuje i na stałe zmieni coś w moim postrzeganiu muzyki, w odbiorze i przeżywaniu koncertów. Od tej pory każda kolejna edycja to trochę taka podróż w nieznane. To jedyny festiwal, na który jedzie się nie dla konkretnego artysty a dla samej atmosfery i przede wszystkim idei. Jedzie się nie znając 3/4 line-up’u, a wraca się z listą 50 zespołów, które odkrywa się przez potem cały rok.

    Zdecydowanie bardziej odnajduję się w brzmieniach elektronicznych i przede wszystkim gitarowych czy ambientowych. I mogłabym próbować przekonać Cię do koncertu Kiasmos, Gus Gus czy Williama Basińskiego, ale raczej bym Cię nie zaskoczyła. A chciałabym zaskoczyć siebie i pozwolić zaskoczyć się Tobie przez mojego partnera. Bo to jego chcę zabrać ze sobą, żeby mógł po raz pierwszy pokazać mi to, co dla mnie jest kompletnie obce, a dla niego takie fascynujące i nowe. THE MASTER MUSICIANS OF JAJOUKA LED BY BACHIR ATTAR, to jego No. 1. 13 osobowy skład zamieszkujący marokańskie góry, aktywnie działający od prawie 70 lat (!!!), przekazujący suficką tradycje muzyczną. Są chyba jedyną znaną mi (częściowo) grupą, która wydaje się, że przetrwa do końca świata, dzięki wierności swoim korzeniom. Ich orientalne brzmienie opiera się przede wszystkim na unikatowym instrumentarium, o specyficznych nazwach. Flet, nazywany lira, jest uważany za najstarszy instrument Jajouka. Podwójne trzciny, czyli rhaita przypominają obój, ale brzmią głośniej. No i najważniejsze, czyli bębny: tebel, który został wykonany z koziej skóry oraz Tarija, który pozwala na bardziej dynamiczne wirtuozerie. Jeśli zainteresuje Cię to brzmienie, mój partner dołoży prywatne opowieści z Kenii i Kambodży, o plemiennym tańcu i rytuałach z tym związanych.

    Kiedyś uważano, że ich muzyka tworzona przy pomocy tradycyjnych, drewnianych instrumentów dętych, ma moc uzdrawiania chorych. Z kolei Mick Jagger uważa ich za jeden z najbardziej inspirujących zespołów na świecie. I o to w tym chodzi. Jeśli to Twoja pierwsza wizyta na tych pięknym festiwalu, to postaw na inspiracje! Z przyjemnością oddeleguje M. na koncert z Tobą, bo dla niego to też będzie pierwszy raz na OFFie :)

    • a to ciekawe co napisałaś, dzięki za rekomendacjęe!

  • Cezary Pastucha

    Tylko do jednego?…

    No cóż skoro tylko jeden to stawiam na Yung Lean. Głównie dlatego że ekipa Sad Boys to najbardziej charyzmatyczna banda okropnie ubranych szwedów młodego pokolenia ostatnich lat. Cały ten styl i estetyka lat 2000-cznych w teledyskach plus teksty Johnatana (Yung Lean) to kompletne doświadczenie, które ponoć na żywo jest jeszcze bardziej ujmujące niż na cyfrowych falach. Sam Johnatan niedawno zrobił sobie przerwę od muzycznego biznesu i wrócił na chwilę do pracy w magazynie ryb – (Wielki szacun!)

    Muzycznie YL to dziwny zlepek hiphopowych rytmów vaporwave i wszystkich innych wavów jakie można sobie wyobrazić. Zadowoli ucho niejednego wybrednego krytyka i szczególnie tych słuchaczy, którzy hip hopem są niekoniecznie zainteresowani.
    Szwedzkie złoto proszę Państwa!

    P.S.:
    Pamiętajmy, że mamy własny Sad Boys Crew na naszym podwórku – LSO (https://www.youtube.com/watch?v=w67NN6fEG1w)

  • Rafał Skwierawski

    Chociaż dzisiaj już przez pokoleniową mgłę spoglądam na moje muzyczne fascynacje z okresu późnej podstawówki / wczesnego liceum; mimo, iż włosy już nie przetłuszczone, a między stopami nie szwendają się zagubione sznurówki; nawet jeśli już nie dźwigam gitary, imitując śpiewanie, to zawsze gdzieś w zakamarkach mojej duszy odzywa się sentymentalnie zagubiony chłopiec ilekroć dane jest mi powrócić do zakurzonych kaset legendy grunge – zespołu Mudhoney. Na OFFie jeszcze nie byłem (zawsze gdzieś się podziewałem), więc nie mam pewności, że festiwal trafi w moje gusta, ale jestem przekonany, że to wydarzenie najwyższej próby, że być może to ostatnia szansa na spotkanie z legendą. I choć dzisiaj zdecydowanie bliżej mi do Daniela Avery’ego, Dj Koze, czy Rødhåda, to właśnie ten koncert poleciłbym Tobie najszczerzej. Tym bardziej, iż dzisiejsze dzieciaki z garaży tak wiele zawdzięczają, czasami nerwowym i dynamicznym, innym zaś nostalgicznym czy „wyluzowanym” kompozycjom grupy. Przede wszystkim jednak polecam Ci ten gig, gdyż być może to ostatnie akordy przemierzające czas i przestrzeń, w których ukryte są bunt, szczerość i bezkompromisowość, za którymi tak tęsknimy. Pozdrawiam

    • Dzięki za rekomendację! Z tego co czytam, to zupełnie nie mój klimat… dlatego właśnie go sprawdzę :)

  • Lagda Ploriańska

    Jedyna szansa żeby uniknąć festiwalowego falstartu to przenieść najsłynniejszą dewizę króla filmowego suspensu na grunt muzyczny, a gwarancję rozpoczęcia tegorocznego OFF festiwalu od trzęsienia ziemi może dać tylko jeden zespół – Koncertowa petarda. Bezczelnie młodzi, nieprzyzwoicie zdolni, nieoczywiście przebojowi, bezpretensjonalnie oryginalni – wymykający się kategoriom, stale poszukujący, na przekór nazwie. Daj się porwać tym szczeniakom, chodź ze mną na Niemoc – Piątek 15.35 scena T-mobile electronic beats!

    • Ah nawet nie wiesz jak żałuję już teraz, ale nie dotrę tak wcześnie do Katowic </3 A chciałam! Serio chciałam! Już drugi raz mi uciekają sprzed nosa, ale kiedyś ich złapię! ;)

  • grzegorzolszowik

    Długo się zastanawiałem czy jest jakiś jeden wyjątkowy artysta którego należy wybrać na off festiwalu w tym roku i z układanki wyszło mi, że takiego jednego jedynego nie ma ponieważ jest ich kilku. W piątek to zapewne: Lima, Brodka, DEVENDRA BANHART i Machinedrum. W sobotę Wiley, The Kills, GusGus i ATA KAK. A w niedzielę Yoga, 67,5 minut projekt, Panda du Prince i Anhoni. I tak można by wymieniać i napewno uda się odkryć coś ciekawego bo off festiwal to każdego roku jest niezliczona moc muzycznych emocji.

  • Marek Gawryś

    Jeżeli będzie to Twoja pierwsza styczność z OFFem, to powołam się na ideę tego festiwalu, która zdeterminowała mój wybór dla Ciebie. Charakter OFFa to nie tylko andergrandowi artyści, których twórczość przypadkiem odkrywasz, przemieszczając się pomiędzy jedną sceną, a inną. OFF również konsekwentnie oddaje ukłon w stronę pionierów poszczególnych gatunków muzycznych, którzy tym samym nadawali im kształt i tworzyli całą historię generacji. Co roku honorowanych jest kilku twórców, którzy zabierają publikę w podróż w czasie, opowiadając dźwiękami konkretną myśl pokoleniową. Takim artystą podczas tegorocznego festiwalu będzie Derrick May – jeden z ojców Detroit Techno. Przekonasz się, że doskonała selekcja elektronicznych hymnów porwie Twoje ciało i wyobraźnię do samych początków społecznego ruchu, który eksplodował i zdefiniował głos młodego pokolenia w latach 90 w USA i Europie. Jeżeli planujesz odwiedzać scenę T-Mobile, to nie możesz przejść obojętnie wobec jej najważniejszego gościa. Ten starszy pan zagwarantuje Ci niesamowitą energię, atmosferę i wspomnienia, do których będziesz wracać z uśmiechem za każdym razem słysząc klasyczne techno! Jeśli nie jesteś jeszcze fanką gatunku, to jego ojciec na pewno sprawi, że zaczniesz. Mam nadzieję, że widzimy się w sobotę o 01:40 pod sceną Electronic Beats!

    • dzięki za rekomendację! Kompletnie nie moje klimaty ale właśnie na to będę się rzucać na OFFie! Otwarta głowa, mam zamiar czerpać garściami z muzyki, której nie znam :)

      • Marek Gawryś

        Bardzo słusznie, ten występ jest w stu procentach skalibrowany na zrobienie imprezy, po której sama nie raz złapiesz się na tupaniu nóżką w rytm 4×4 przy odgrzewaniu obiadu, a sam OFF właśnie po to jest, żeby wracać z poszerzonymi horyzontami :)

        • A karnet masz? :)

          • Agnieszka Czerwińska

            Ja nie mam. ;-)

          • przepraszam Agnieszka – za dużo fajnych rekomendacji, za mało karnetów :(

          • Agnieszka Czerwińska

            Trudno. Wybrałaś facetów. Ja może złapię bilet na miejscu. Waham się. Mogę jechać dopiero w sobotę na jeden dzień. :(

          • Agnieszka Czerwińska

            Chyba tylko jeden dzień będę. :/

          • Marek Gawryś

            Jeszcze nie mam

          • To już masz! Odezwij się na kasia@zapetlone.pl albo na fb.com/zapetlone! :) Graty!

  • Nie należę do zacnego grona graczy, nie wychowałem się wśród pierwszych konsol, ani ich późniejszych, najbardziej znanych generacji. Nie jestem też na tyle sta… ekhm, doświadczony życiowo, aby powiedzieć, że całym sobą czuję klimat lat 80. czy przełomu 90. Kultura Dalekiego Wschodu – też nie bardzo.
    A jednak tylko jeden zespół na tegorocznej edycji OFF-a łączy w sobie wszystkie te rzeczy i zmusza mnie do przyznania, że może gdzieś zbłądziłem? Bo jeśli pośród zarówno tych większych (jak Jaga Jazzist), jak i mniejszych (JAAA!, Jóga) scenicznych atrakcji to właśnie jeden dziwaczny londyński projekt wzbudza we mnie chyba największą fascynację, to może powinienem również pochwycić za gamingowy kontroler i dokształcić się o Azji?
    Jako że czasu zawsze mało, można spróbować inaczej – obcować z KERO KERO BONITO, przy których słowa synestezja, multikolorowość oraz euforyczność sprowadzają się do twórczości tego zespołu. Nie trzeba więc zajmować się muzyczną egzotyką, orientować w stylistyce najbardziej słodkiego balonowego popu i rozpamiętywać synthowo-amigowe dźwiękowe pejzaże sprzed lat – KERO KERO BONITO dostarcza.
    Materiału do grania może i będzie mało, ale mam nadzieję, że poprzez swój występ trio nie sprawi, iż Twoje uczucie w stosunku do nich skończy się na OFF-ie wielkim napisem GAME OVER.

    • ale fajnie napisane :) dzieki wielkie za rekomendację!

  • Ponieważ dzięki Tobie i ja mogę znaleźć się na OFFie po raz pierwszy nie będę ukrywała, że duża część lineupu była dla mnie wielką niewiadomą. Postanowiłam się jednak przygotować by móc w pełni przeżyć ten weekend , by zobaczyć i tańczyć pod sceną do tego co naprawdę będzie mi się podobało. Śledząc twoje wszystkie festiwalowe wyprawy wiem również co Tobie się podoba bardziej a co mniej. Gdybym miała przekonać cię do czegoś, postawiłabym na dwóch artystów. Po pierwsze Devendra Banhart, który zaprezentuje materiał z nowego krążka, planowanego na jesień tego roku, także jest szansa byśmy obie usłyszały te dzwięki przed innymi :) Bardzo dobrze pamiętam co napisałaś po Northside na temat koncertu Damiena Rice’a dlatego polecam artystę, który może wywołać podobne emocje a jest nim Willis Earl Beal. Piękne, ciepłe dzwięki przy których można się poprzytulać z chłopakiem :)

    • Ah, dzięki za tego Willisa, sprawdzę koniecznie! :)

  • Jo Ma

    Jakby nie patrzeć OFF Festival jest jednym z najważniejszych festiwali tuż obok Woodstocku czy słynnego Openera. Jednak OFF różni się od nich pod każdym względem. Na te kilka dni serce Śląska – Katowice (swoją drogą moje miasto :) ) zamieniają się w prawdziwie dobrze brzmiący zlot różnego rodzaju artystów, ponieważ Artur Rojek precyzyjnie dobier line-up tego wydarzenia. Z jego strony nigdy nie ma miejsca na pomyłkę – wybiera to, co jego zdaniem trafi w gusta uczestników, pozwala każdemu odnaleźć coś smacznego dla siebie. Każda poprzednia edycja była dopięta na ostatni guzik a głosów niezadowolenia było niewiele, bo albo wszelkie głody muzyczne zostały zaspokojone, albo głośniej brzmiały te pozytywne opinie. Tak więc…stawka w tym konkursie jest naprawdę olbrzymia – jedno z moich marzeń – OFF Festival :)
    Ja osobiście poleciłabym Żółte Kalendarze :) Zespół gra już od 2009 z przerwami. Są świetni! Może nie mają super dorobku dyskograficznego, ale to co do tej pory nagrali jest warte uwagi! Żółte Kalendarze to takie połączenie Maków i Chłopaków, trochę polotu Mateusza Holaka, głosu niczym ten od Oli Bilińskiej, gdzieś po drodze słychać trochę Muzyki Końca Lata. Malutki mix alternatywy w miłym wydaniu. Fajnie jest czasem rozerwać się przy dźwiękach muzyki tego zespołu, pobujać się i uciec trochę od siekanek muzycznych jakie czasem trafiają się w internecie, radiu…

    Więc jeśli ktoś lubi Maki i Chłopaki, Baascha, Milcz Serce (swoją drogą – kolejny fajny zespół, jaki wydała nasza śląska ziemia), czy formację Muzyka Końca Lata – to Żółte Kalendarze są jak znalazł – idealne do pogibania się na OFFie :)

  • coolkidscantdie

    Cześć! Przejrzałam Twojego bloga, poznałam trochę Twój gust i bez najmniejszego problemu mogłabym polecić Ci coś, co na pewno Ci się spodoba! Tylko… czy to o to chodzi? Moim zdaniem OFF to festiwal różnorodności, to miejsce gdzie poznaje się nową muzykę, po którą nigdy wcześnie by się nie sięgło. A teraz, o, jest tuż obok. Dlatego chciałabym Ci polecić dwa koncerty zespołów, których raczej wcześniej nie słuchałaś, które niekoniecznie Ci się spodobają, ale na pewno je docenisz, bo to rzeczywiście mistrzowie na swoich podwórkach!
    Pierwszy zespół to SYNY, czyli kontrowersyjny, brudny i hałasujacy hip hop. Fajne chłopaki ze świetnymi bitami i dobrymi, mocno kpiącymi ze współczesnego świata tekstami. Ich koncerty są wręcz mistyczne, trochę boli po nich głowa, ale generalnie warto, bo to niezwykłe przeżycie!
    Myślę, że naprawdę powinnaś też zobaczyć Pantha Du Price. Moim zdaniem to król tegorocznej sceny T-Mobile, mimo, że konkurencję ma naprawdę mocną! Jednak jego minimalizm połączony z psychodelią oraz eklektyzmem jest doskonały nie tylko do zachwytów, ale i… tańca. Tak, doskonale się przy tym tańczy. Mam nadzieję, że sama się o tym przekonasz!
    Do zobaczenia w Katowicach! Oczywiście pod sceną :)

    • SYNY to punkt obowiązkowy, koniecznie muszę na nich zajrzeć! Panthę też sprawdzę, dzieki! :)

  • Piotr Michalak

    Cześć,

    cieszę się, że chcesz oprzeć swoją festiwalową ścieżkę na rekomendacjach swoich czytelników.
    Mam nadzieję, że się nie rozczarujesz i gdzieś w okolicach soboty z niej nie zejdziesz:).
    Z wyjątkiem 2 edycji, na OFF festival jeżdżę od początku, dzięki czemu mogę obserwować jak rozwija się ta impreza. OFF rośnie z każdym rokiem, nie zmienia jednak swojego charakteru – najlepszej imprezy muzycznej dla poszukujących, otwartych i odważnych. Dla tych, którzy w muzyce szukają czegoś więcej niż przyjemności czy tła dla codziennych czynności, którzy nie boją się zderzyć z dźwiękami tak intensywnymi, że fizycznie obezwładniającymi (przypomnę tylko koncert Swans parę lat temu czy Zs na scenie eksperymentalnej). To szansa na wzruszenia dzięki możliwości spotkania z legendami, jak Patti Smith, Iggy Pop czy Billy Corgan.
    To także, a może przede wszystkim szalona, prowadząca do zatracenia zabawa pod sceną, dzięki takim grupom jak Ty Segall czy Thee oh sees. OFF frapuje, niepokoi, fascynuje i każe do siebie wracać w kolejnym roku. Byłoby super, gdybyś po swoim pierwszym OFF festiwalu myślała podobnie… Do czego mogę Cię zachęcić? Przede wszystkim, abyś poznała te wszystkie aspekty OFF’a, o których wspominałem wyżej. Tegoroczny zestaw artystów daje na to szansę wręcz niepowtarzalną.
    Zacznę od niedzieli – kulminacją i wydarzeniem festiwalu (niech nie zmyli Cię dość wczesna godzina koncertu) będzie Lightning Bolt. To radykalne, mocne, totalne doświadczenie. LB to wirtuozi, którzy świadomie swoją muzykę radykalizują do stopnia trudnego do wytrzymania. Misterne konstrukcje melodyczne podlewają dźwiękowym brudem, jakby świadomie chcieli zepsuć to, co może w wykonaniu kogoś innego brzmieć po prostu miło. Ich koncerty przeszły do legendy, a to co w nich najlepszego zaprezentowali w świetnym dokumencie o festiwalu All Tomorrow Parties. Nigdy ich nie widziałem na żywo, stąd czekam na ten koncert i mocno zachęcam do jego przeżycia jako osobliwego doświadczenia (ale niekoniecznie rekomendację do słuchania „na codzień”). W kategorii legend, w tym roku nie będzie nikogo tak niepowtarzalnego jak Patti Smith, ale będzie ogromna szansa zobaczyć trzy zjawiska: Wspomniany już wcześniej Mudhoney (to ścisłą czołówka grunge’u, koledzy Kurta, Eddiego i wszystkich z Seattle), shoe gaze’owy (po Slowdive i Jesus And Mary Chain z zeszłych lat), melancholijny Lush oraz rewelację w postaci Sleaford Mods – radykalny, ale też zabawany i miejscami mocno taneczny duet dwóch gości o aparycji angielskich kibiców piłkarskich:). Ich gorzkie, wyrzucane z szybkością karabinu maszynowego, mocnym cockneyem słoowa naprawdę robią wrażenie. Warto zwrócić uwagę na zaangażowanie koncertowe drugiego z członków Sleaford – poza puszczaniem kolejnych utworów po prostu pije piwo i buja się w rytm muzyki. W kategorii „co ten gość robi na scenie” wygrywa nawet z Andy Fletcherem z Depeche Mode! A jednak – wszystko ma tu sens i robi wrażenie…
    Na koniec, coś spokojnego, pięknego, melancholijnego wręcz…To takie moje odkrycie przed tegorocznym OFFem, które bardzo polecam. Jenny Hval. Po prostu. Posłuchaj: https://www.youtube.com/watch?v=AKQ5v_TbjCE
    Jest jeszcze polska reprezentacja…No tak… Jesień i Bye Bye Butterfly…to też trzeba! Do zobaczenia?

    • ale ładnie napisałeś! Dzięki za rekomendacje!

  • Michał Lisiewicz

    Jeśli masz ochotę na wspólny spacer po kosmosie, to zamknijmy oczy, pobudźmy naszą wyobraźnię i potańczymy razem przy kosmicznej muzyce JAAA! Co ty na to?:-)

  • videoGośka

    Zauważyłam, że masz już za sobą parę festiwali w tym sezonie i dlatego wydaje mi się że spodoba Ci się na OFFie. Jeżdżę na niego od ładnych paru lat i nie jestem odosobnionym przypadkiem, przechodząc wytartym dróżkami Trzech Stawów zauważam zawsze wiele twarzy, które kojarzę z poprzednich edycji. W tym roku chciałam go sobie odpuścić, bo line up nie przypadł mi tak bardzo do gustu, ale gdzieś mi mignęły stare opaski z poprzednich lat i wymiętolone stoły czasu, wspomnienia wróciły i zdałam sobie sprawę, że w jeżdżeniu na ten festyn nie chodzi tylko o muzykę i gonienie po scenach. Teren jest na tyle mały, że nie musisz gonić, kładziesz się na trawce, pufie, leżaku i machasz nóżką. OFF nie jest najbardziej ekscytującym festiwalem w Polsce czy tym bardziej na świecie, ale jak chcesz trochę odpocząć, cieszyć się muzyką i ludźmi, którzy naprawdę chcą tam być to naprawdę piękne chwile Cię czekają.

  • Justyna Kalińska

    Przesłanie od samego Devendry Banhart, prosto z Houston w Teksasie, przekazuje dalej!!!

  • Jarka Szwagierczak

    Sugeruję Ci przejść się na zespół Rosa Vertov!:) Dziewczynki grają smutną muzykę we mgle, która na myśl przywołuje najlepsze shoegazowe rzeczy. Jest niestety jeden haczyk, za który chętnie kopnęłabym Rojka w kostkę – grają w piątek o 15:00… Ja w każdym razie planuję szybko rozkładać swój namiot i biec na koncert. Życzę dziewczynom żeby, mimo wczesnej godziny, ciężko było odnaleźć się w tłumie, ale mam nadzieję, że widzimy się pod sceną:)

    • brzmi jak coś co mogę chcieć usłyszeć ale będę dopiero wieczorem w piątek :( smutek że tak wcześnie to się wszystko zaczyna!

  • Agnieszka Czerwińska

    Lubisz czasami odlecieć? Nie potrzeba do tego dymka czy procentów, a nawet rakiety. Księżyc będzie na ziemi, w niedzielę dokładnie od 19:45 przez godzinę. Dotknij kosmosu. Największy zobaczysz w Katowicach. To co? Sprawdź line-up by nie przegapić i nie zapić przed. ;-)

    • Oho, o tym jeszcze nie słyszałam, dzięki! Sprawdzę!

      • Agnieszka Czerwińska

        Proszę bardzo. :-) Miłego festiwalu.

  • videoGośka

    Trochę postalkowałam Zapętloną na Twitterze i widzę, że masz już za sobą parę niezłych festiwali w tym sezonie. Zazdroszczę zwłaszcza Nowych Horyzontów, bo spędziłam tam kiedyś wiele pięknych chwil. A teraz wybierasz się na inny z moich ulubionych festiwali czyli na OFFa, hoho, szczęściara z Ciebie! Wracam na niego od ładnych
    paru lat i nie jestem odosobnionym przypadkiem, bo przechodząc wytartym
    dróżkami Trzech Stawów zauważam zawsze wiele twarzy, które kojarzę z
    poprzednich edycji. W tym roku chciałam go sobie odpuścić, bo line up
    nie przypadł mi tak bardzo do gustu, ale gdzieś mi mignęły stare opaski z
    poprzednich lat i wymiętolone stoły czasu, wspomnienia wróciły i zdałam
    sobie sprawę, że w jeżdżeniu na ten festyn nie chodzi tylko o muzykę i
    gonienie po scenach. Teren jest dość mały, ale bardzo urokliwy,
    jeśli oglądałaś Władcę Pierścieni to pomyśl o Shire i Hobbitonie. No chyba że pada, ale to się dość rzadko zdarza. Kładziesz się na trawce, pufie, leżaku i machasz nóżką. OFF nie jest
    najbardziej ekscytującym festiwalem w Polsce czy tym bardziej na
    świecie, ale jak chcesz trochę odetchnąć, cieszyć się muzyką i ludźmi,
    którzy naprawdę chcą tam być to się nie zawiedziesz. W ramach mody na slow life akurat pasuje jak ulał. Wracając do wykonawców, ja ich dzielę na trzy kategorie: ci znani szeroko, ci znani koneserom gatunku i tak zwane dzikie karty. Zawsze staram się tak przemieszczać po scenach, żeby zobaczyć wszystkiego po trochę. Nie będę Ci polecać kogoś znanego ani ulubionego artysty danego gatunku, zaproponuję dziką kartę, niespodziankę, która może być legendą festiwalu albo kompletną klapą. Tak, wiem, wiem, wcześniej brzydko napisałam, że OFF nie jest ekscytujący, ale chodzi o to że kiedy się zrelaksujesz, twój umysł jest czysty, stawy szumią, a ty idziesz na koncert nazwy, która nic nie mówi, ale spoko brzmi i nagle okazuje się, że ta muzyka, której nigdy nie słyszałaś może być czymś najlepszym do tańczenia czy słuchania to radość jest niewiarygodna. Dlatego proponuję Ci Islam Chipsy w sobotę. Zaskoczmy się czymś

  • videoGośka

    Trochę postalkowałam Zapętloną na Twitterze i widzę, że masz już za sobą
    parę niezłych festiwali w tym sezonie. Zazdroszczę zwłaszcza Nowych
    Horyzontów, bo spędziłam tam kiedyś wiele pięknych chwil. A teraz
    wybierasz się na inny z moich ulubionych festiwali czyli na OFFa, hoho,
    szczęściara z Ciebie! Wracam na niego od ładnych paru lat i nie jestem odosobnionym przypadkiem, bo przechodząc wytartym dróżkami Trzech Stawów zauważam zawsze wiele twarzy, które kojarzę z poprzednich edycji. W tym roku chciałam go sobie odpuścić, bo line up nie przypadł mi tak bardzo do gustu, ale gdzieś mi mignęły stare opaski z poprzednich lat i wymiętolone stoły czasu, wspomnienia wróciły i zdałam sobie sprawę, że w jeżdżeniu na ten festyn nie chodzi tylko o muzykę i gonienie po scenach. Teren jest dość mały, ale bardzo urokliwy, jeśli
    oglądałaś albo czytałaś Władcę Pierścieni to pomyśl o Shire i Hobbitonie. No chyba że
    pada, ale to się dość rzadko zdarza. Kładziesz się na trawce, pufie,
    leżaku i machasz nóżką. OFF nie jest najbardziej ekscytującym festiwalem w Polsce czy tym bardziej na świecie, ale jak chcesz trochę odetchnąć, cieszyć się muzyką i ludźmi, którzy
    naprawdę chcą tam być to się nie zawiedziesz. W ramach mody na slow
    life akurat pasuje jak ulał. Wracając do wykonawców, ja ich dzielę na
    trzy kategorie: ci znani szeroko, ci znani koneserom gatunku i tak zwane
    dzikie karty. Zawsze staram się tak przemieszczać po scenach, żeby
    zobaczyć wszystkiego po trochę. Nie będę Ci polecać kogoś znanego ani
    ulubionego artysty danego gatunku, zaproponuję dziką kartę,
    niespodziankę, która może być legendą festiwalu albo kompletną klapą.
    Tak, wiem, wiem, wcześniej brzydko napisałam, że OFF nie jest
    ekscytujący, ale chodzi o to że kiedy się zrelaksujesz, twój umysł jest
    czysty, stawy szumią, a ty idziesz na koncert nazwy, która nic nie mówi,
    ale spoko brzmi i nagle okazuje się, że ta muzyka, której nigdy nie
    słyszałaś może być czymś najlepszym do tańczenia czy słuchania to radość
    jest niewiarygodna. Dlatego proponuję Ci Islam Chipsy w sobotę.
    Zaskoczmy się czymś

  • videoGośka

    Trochę postalkowałam Zapętloną na Twitterze i widzę, że masz już za sobą parę niezłych festiwali w tym sezonie. Zazdroszczę zwłaszcza Nowych Horyzontów, bo spędziłam tam kiedyś wiele pięknych chwil. A teraz wybierasz się na inny z moich ulubionych festiwali czyli na OFFa, hoho, szczęściara z Ciebie! Wracam na niego od ładnych paru lat i nie jestem odosobnionym przypadkiem, bo przechodząc wytartym dróżkami Trzech Stawów zauważam zawsze wiele twarzy, które kojarzę z poprzednich edycji. W tym roku chciałam go sobie odpuścić, bo line up nie przypadł mi tak bardzo do gustu, ale gdzieś mi mignęły stare opaski z poprzednich lat i wymiętolone stoły czasu, wspomnienia wróciły i zdałam sobie sprawę, że w jeżdżeniu na ten festyn nie chodzi tylko o muzykę i gonienie po scenach. Teren jest dość mały, ale bardzo urokliwy, jeśli oglądałaś Władcę Pierścieni to pomyśl o Shire i Hobbitonie. No chyba że pada, ale to się dość rzadko zdarza. Kładziesz się na trawce, pufie, leżaku i machasz nóżką. OFF nie jest najbardziej ekscytującym festiwalem w Polsce czy tym bardziej na świecie, ale jak chcesz trochę odetchnąć, cieszyć się muzyką i ludźmi, którzy naprawdę chcą tam być to się nie zawiedziesz. W ramach mody na slow life akurat pasuje jak ulał. Wracając do wykonawców, ja ich dzielę na trzy kategorie: ci znani szeroko, ci znani koneserom gatunku i tak zwane dzikie karty. Zawsze staram się tak przemieszczać po scenach, żeby zobaczyć wszystkiego po trochę. Nie będę Ci polecać kogoś znanego ani ulubionego artysty danego gatunku, zaproponuję dziką kartę, niespodziankę, która może być legendą festiwalu albo kompletną klapą. Tak, wiem, wiem, wcześniej brzydko napisałam, że OFF nie jest ekscytujący, ale chodzi o to że kiedy się zrelaksujesz, twój umysł jest czysty, stawy szumią, a ty idziesz na koncert nazwy, która nic nie mówi, ale spoko brzmi i nagle okazuje się, że ta muzyka, której nigdy nie słyszałaś może być czymś najlepszym do tańczenia czy słuchania to radość jest niewiarygodna. Dlatego proponuję Ci Islam Chipsy w sobotę. Zaskoczmy się czymś

    • Ajajajaj, pięknie opisałaś festiwal, cieszę się coraz bardziej że tam wyląduję! <3

      • videoGośka

        szkoda że nie ma dzień wcześniej bo jest fajny bifor w Cafe Europa organizowany przez Muzykę Nieheteronormatywną (już drugi raz, w tamtym roku było bardzo sympatycznie)

  • Karolina

    O pieronie. Powiem Ci jo w sekrecie, że trza iść na gryfnych synków z Napalm Death, bo grają richtig fajne śląskie szlagry. Wszystkie hajery tego słuchają, kożdy umi na pamięć wszistkie teksty, a że som my w Katowicach to ni ma co łazić na te ichnie gorolskie lajery z Ameryki ino na porządne pieśni, kiere lecą w każdej ślonskiej chałpie, w kożda niedziela przy roladzie. Moja starka tego zawsze słucho ze walkmana jak kulo kluski do łobiadu. BESTOŻ INO NAPALM DEATH, tak Wom padom jo.

    • Hehe :) ależ w klimat wprowadziłaś :) dzięki!

  • Wiktoria

    Ja tak samo jak Ty po raz pierwszy zawitam na OFFa, jeśli jedziesz z fajnymi ludźmi to każdy koncert (nawet najgorszy) będzie udany. Line up w tym roku jest wybitnie dobry, ale moja uwagę przyciągnęli zwłaszcza Jòga oraz Flatbush Zombies. W sumie są to skrajne gatunki muzyczne, więc mam nadzieje, że przekonasz się do jednego z nich! Pierwszego sama niedawno odkryłam, przypadkiem. Zadziwił mnie tym jak w tak spokojnej piosence (pt. „Bones”) potrafi tak manipulowć barwą, aby wydobyć najlepsze dźwięki oraz moje motylki w brzuchu. Ponadto ma przecudny teledysk! Coś ala „Tumblr girls”. Hm chyba co najlepsze to polski artysta. Flatbushów chyba nie muszę przedstawiać. Mnie na samą myśl ciarki przechodzą. Ich koncertu nie można ominąć. Nie wiem czy bardziej jaram się, że ich zobaczę, czy ze posłucham ich piosenek na żywo wsród mojej ekipy, czy ze bede uczestniczyć w tym ich całym SHOW na scenie. Mam nadzieje, ze skorzystasz z moich sugestii, uwielbiam polecać artystów ludziom, chwalić sie nowymi odkryciami z innymi. To napędza. Nie znam Cie na tyle, by stwierdzić, czy mi sie udało wstrzelić w Twoje gusta, ale miło było spróbować. Do zobaczenia na OFFie!

    • dzięki za rekomendacje! Jógę znam, ale to drugie sprawdzę!