images To był bardzo dobry rok dla Australijskiej muzyki. Jak mogliście zauważyć, prawie w każdej tygodniówce pojawiała się flaga tego państwa. Osobiście wpadłam w swojego rodzaju obsesję, całkowicie zauroczona muzyką z krainy kangurów. Dlatego w poniższym zestawieniu znajdziecie 25 moich faworytów z mijającego roku. Na playliście YouTube gratisowo garść innych :) Kolejność przypadkowa. Enjoy!

 

Movement

Oh… „Us” było na moim zapętleniu przez długi czas. Debiutancki album trio z Syndey jest jednym z najbardziej wyczekiwanych przeze mnie krążków w 2014.

 
Vance Joy

Jedna z tych piosenek przy których wielki uśmiech pojawia się na mojej twarzy. Tym jednym kawałkiem Vance Joy zapewnił sobie rozgłos na cały świat. Indie folk w czystej postaci, przywodzące na myśl Beirut. Cała EPka dostępna jest na Spotify.

 

Emma Louise

Nie często zdarza mi się zapętlać żeńskie głosy. Jednak ten należący do Emmy przyprawia mnie o ciarki. Przenosi w inną rzeczywistość. Jej tegoroczne kawałki – Mirrors i Pontoon są po prostu magiczne. Tak jak cała płyta Vs Head Vs Heart

 
Snakadaktal

Jedna z moich ulubionych australijskich płyt tego roku. Młody 5-osobowy zespół ma jeszcze dużo przed sobą, a idą w bardzo dobrym kierunku. Cały album Sleep In The Water dostępny jest na Spotify.

 
Flume & Chet Faker

Jak dla mnie hitem jest współpraca Flume z Chet Fakerem. Oboje zawładnęli moim rokiem, a gdy usłyszałam ich pierwsze wspólne utwory przez kilka dni latałam sobie wysoko w chmurach. Genialna elektronika z jeszcze lepszym wokalem. Love.

 
Flume

Ten rok zdecydowanie należał do Flume. Jego pierwszy album zdobywa nagrody i topowe miejsca we wszelkich podsumowaniach na całym świecie. I nic dziwnego – oprócz elektroniki i świetnych gości na płycie, Flume robi wszystko po swojemu dzięki czemu jego muzyka znacznie wybija się poza standardy. To właśnie w nim cenię – potrafi mnie zaskoczyć. Oby tak dalej Flume.. Oby tak dalej ;)


 
Chet Faker

Poznałam go dopiero w tym roku. Był jednym z powodów dla których założyłam tego bloga – jego I’m Into You zapętlilo mi się bardzo mocno na początku tego roku. I mimo iż jego płyta jest z 2012, to ten rok był dla niego bardzo owocny. Wpsółpraca z Flume, TaKu czy Say Lou Lou tylko umocniła mnie w przekonaniu, że chłopak ma swój własny, wyjątkowy styl, który przebija się przez wszystko z czym ma do czynienia. Poniżej starszy kawałek, ale w pełni ukazujący tylko i wyłącznie Cheta.

 
TaKu

Mam wrażenie, że wszystko co wychodzi spod jego rąk jest jakby szyte na miarę – dokładnie wymierzone, trzy razy sprawdzone i leży idealnie w moich słuchawkach. Chyba ani razu nie miałam wrażenia, że coś w jego muzyce jest przypadkowe – jeśli chcecie się o tym przekonać zapraszam na jego soundcloud.

 
A jak chcecie zobaczyć Flume, Chet Fakera i TaKu razem – tutaj macie ich ekhm… wywiad. Nie, to zdecydowanie złe słowo ;)

 
Oliver Tank

Od 2011 regularnie słucham jego płyty. Niestety od dwóch lat nie doczekaliśmy się niczego więcej. Oliver był zajęty supportowaniem Lorde, Lany del Ray czy Jamesa Blake’a. Dlatego pozytywnym zaskoczeniem była jego współpraca z TaKu, która zaowocowała tym spokojnym, miłym dla ucha kawałkiem „Different Speed”. Jest to pierwszy singiel z nadchodzącego EP „Slow Motion Music”.

 
Chiefs

A raczej to Nick Acquroff przyciągnął moją uwagę. Wokalista Sons et al o niezwykłym głosie, który idealnie wpasował się w elektroniczne brzmienia od Chiefs. Jednak to właśnie o tym kawałku buzzowały australijskie stacje radiowe w tym roku.

 
RY X

Mimo iż „Vampires” jest moim ulubionym kawałkiem RY X, to zyskał on rozgłos dzięki innemu trackowi – „Berlin”. Nie byłam pewna czy zamieścić go w tym zestawieniu, jako że chłopak pochodzi z Australii, nagrywa w LA pod opieką szwedzkiej wytwórni, ale jeśli ominęliście go w któreś z Tygodniówek – polecam się z nim zapoznać. 4 kawałki dostępne są na jego EP.

 

Fractures
Męczyłam Was nim od samego początku, jego downtempo pop zapętla mi się do tej pory. Dwa inne kawałki znajdziecie na Jego EPce Cadence.

 
Vancouver Sleep Clinic

Jedno z moich ostatnich odkryć. 17-latek wpisuje się jak najbardziej w zapętlone dźwięki – dobra produkcja, ciekawy wokal, chociaż może trochę za wysoko, trochę zbyt miaucząco, ale coś w tym jest. Sądzę, że w 2014 usłyszymy o wiele więcej.

 
The Kite String Tangle

Ten kawałek po prostu nie może wam się nie spodobać. Ciekawa elektronika z delikatnym głosem Danniego plus multum świetnych remixów sprawiły, że jest on na chyba wszystkich listach „to watch” na 2014 ;)

 
Cloud Control

Ich najnowsza płyta Dream Cave znajduje się chyba w każdym zestawieniu najlepszych płyt tego roku. Sami oceńcie czy jest tego warta ;)

 
D.D Dumbo

Singer-songwriter-producer Oliver Hugh Perry (jak to można przetłumaczyć na polski?!) zaserwował mi ostatnio dawkę surowej muzyki, w której się zakochałam z miejsca. Jestem w trakcie trawienia reszty, wierzę, że w 2014 jeszcze nie raz go zapętle.

 
Boy & Bear

Więcej o nich w osobnym poście.

 
Empire of the Sun

Ice On The Dune przekonał mnie, że warto zaufać tym dwóm BARDZO dziwnym gościom z Australii. Przyjemny #SountrackDoŻycia. Po prostu.

 
Josh Pyke

Lek na odejście Mumfordsów.

 
Little May

To dzięki niej zaczęłam się zastanawiać nad rozbudowaniem postów o muzyce z Australii. Przepiękne dźwięki.

 
Jakubi

Tak o. Po prostu. Czekam na rozwój akcji w 2014.

 
MTNS

„Ten kawałek czyni cuda”. Na pewno wzrusza. Za każdym razem gdy go słyszę mam prawie łzy w oczach. Serio. MTNS <3

 
Olympic Ayres

To duo często przewijało się przez moje słuchawki – pozytywny electro-pop, który przepełnia pozytywną energią. Tak jak cała EPka Episode III.

 
Georgi Kay

Kawałek zasłyszany w Top Of The Lake. Czasami sądzę, że jest to powód dla którego nie spisałam tego serialu na straty.

 

The Paper Kites

The Paper Kites to band, który ciągle mam na liście zespołów do przesłuchania. Tegoroczny album „states” na pewno jest idealnym albumem do przedłużających się wieczorów. Ktokolwiek widział stream – dajcie link ;)

 

 

 

  • Jo Ma

    Powiem szczerze, że większość muszę nadrobić :D ale masz moją niezmierną wdzięczność za uwielbienie dla Empire of the Sun oraz The Paper Kites :D Uwielbiam te dwa zespoły :)) A resztę uzupełnię – zdecydowanie :)

  • Kordian Kuczma

    Australia to chyba kraj o największym obok Szwecji stężeniu talentów na kilometr kwadratowy (aczkolwiek nieźle w tej statystyce musi wypadać Dania). Szczególnie hasło electro-pop z Australii to dla mnie gwarancja jakości – i ten raczej rozrywkowo-parkietowy (Strange Talk, Miami Horror, Van She, Pnau), jak i ten bardziej eksperymentalny (Midnight Juggernauts, Grafton Primary, leżące gdzieś między tymi dwoma Cut Copy). Szkoda, że od dwóch lat nic nie słychać o Bag Raiders i Tim & Jean.

    Moim zdaniem najlepszy album ostatnich kilku lat w skali świata to „Gilgamesh” duetu Gypsy & The Cat. Niby to też mocno elektroniczna i popowa muzyka, ale zbudowana na jakimś bardziej staromodnym fundamencie (Bee Gees? folk?) Szkoda, że na drugiej chłopaki wyszli z założenia „nie ważne jaka będzie, byleby gitarowa”, ale gdyby połączyli najlepsze elementy pierwszej i drugiej na trzeciej, świat byłby ich…

    Podziwiam też Owl Eyes (Brooke Adamo), która śpiewała już chyba w każdym stylu i w każdym wypadała świetnie :) (w rankingach rocznych na blogu dokładniej napisałem, o co mi chodzi, trochę mi się nie chce tego przepisywać ;)

    Zachęcam wszystkich do przejrzenia Twojej playliście. Artyści z wpisu są bardzo fajni, ale jak widzę dowody sympatii do George Maple i KLP, szczególnie w Polsce, wręcz się wzruszam <3